jednak nie został odwzajemniony.

przychodzących", nie było tam nic. Zero. Ani jednego złamanego
brała się ta wyjątkowa troska - i chciało się jej wyć z wściekłości.
będzie okazji.
powiedziałeś. No i ta osoba, która tobie dała cynk o spotkaniu w
na to pozwolić. A ponieważ nie chciałam ustąpić, nasze drogi w
przy odpowiednim poziomie finansowania. Dziś nie mogła uwolnić
sędziego. Urzędniczka zajęła to właśnie miejsce i westchnęła ciężko.
436
Myślałam, że już po wszystkim! Myślałam, że to już dawno się
twoich oczu.
poprosić Briana albo któregokolwiek z Poszukiwaczy mężczyzn, żeby
pomiędzy czterdziestką a siedemdziesiątką), który nieodmiennie
śledztwo skupi się tylko na tym nowym wątku.
- Była noc. Nie chciałem go wystraszyć.
podatek od spadków i darowizn 2021

kochał swoje mundurowe bractwo. Bycie gliną nie mogło być teraz dla niego łatwe.

23
nikomu o tym powiedzieć, więc musiała uwieść kogoś, kto miał już tak zaszarganą reputację, że nikt by się nie zdziwił, gdyby Angie zgłosiła gwałt. Derrick wpatrywał się w nią zszokowany. - Myślisz, że chciała wrobić Briga? - Och, oczywiście, że Brig ją pociągał. Pociągał wszystkie dziewczyny. Był przystojnym awanturnikiem. Najprzystojniejszym facetem w mieście. Pociągał wszystkie dziewczyny. - Ciebie też? - Derrick nie chciał tego słuchać. Od lat nienawidził Briga. Był przekonany, że na zawsze zniknął z jego życia. Ale nigdy nie wymazał go ze swej pamięci. Gdy Cassidy wyszła za brata Briga, w Derricku znowu odżyła dawna wrogość. Ale Chase znał swoje miejsce, a... Cholera, Felicity miała rację. Chase, gdy został sprowokowany, przeskoczył przez biurko, żeby mu wlać. Już wtedy wydało się to Derrickowi dziwne. Chase raczej nie był porywczy, a przynajmniej nie w ostatnich latach. Zawsze rozwiązywał problemy w cywilizowany sposób. Złość wyrażał słowami, które mogły wyrządzić większą krzywdę niż bójka. Natomiast Brig zawsze był porywczy, nie bał się wskoczyć mu na głowę i wymachiwać pięściami. Derrick nabrał pewności. Co, do diabła, Brig McKenzie robi w Prosperity? Felicity znowu coś mówi... tylko co? - Czy mnie pociągał? Brig? Tylko jako samiec, a to mi nigdy nie wystarczało. Pamiętaj, kochanie, że miałam ciebie. Nie zawracałam sobie głowy Brigiem McKenziem, Jedem Bakerem, Bobbym Alonzo, ani żadnym chłopakiem, który z radością by mnie zaliczył. Byłam wierna. Zawsze byłam i zawsze będę. Jestem córką jednego z najbardziej szanowanych sędziów w tym stanie! - Na jej twarzy widać było zmarszczki, wyżłobione przez wiek i rozpacz. - W przeciwieństwie do ciebie, nie muszę się zachowywać jak zwierzę. Nigdy nie byłeś wobec mnie uczciwy. Nie miał zamiaru się kłócić. Wiedział, że to bez sensu. - Wracając do rzeczy - ciągnęła, opanowując łzy - z jakiegoś powodu Angie zawzięła się, żeby przespać się z Brigiem. Nie mogłam pojąć, dlaczego tak jej na tym zależy. Każdy chłopak z miasta skwapliwie skorzystałby z takiej propozycji... - Dość! - Derrick chwycił ją mocno i przycisnął ją do ściany. Uderzyła głową o mur. - Nie mów tak o niej! - A ty mnie nie bij! - Obrażasz Angie i... - Na miłość boską, Derrick, spójrz prawdzie w oczy! - Oddychała nierówno. Prychnęła głośno. - Tłumaczę ci tylko, że Angie potrzebowała mężczyzny, którego mogłaby nazwać ojcem dziecka. - Felicity była czerwona na twarzy, a jej oczy błyszczały. - O ile rzeczywiście nie był nim Brig. Derrick zamknął oczy. Niewiele brakowało, żeby zemdlał. Potrząsnął głową. - Nie. - Twój ojciec? - Nie... nie sądzę. Chociaż Rex za nią szalał, nigdy by nie... Naprawdę nie sądzę, żeby jej dotknął. Nigdy. Mimo że chciał. On... on... Znalazł sobie inne kobiety. - Puścił jej rękę i Felicity uderzyła plecami o ścianę. - Ale chyba to nie ty, co, kochanie? Powiedz mi prawdę. Angie była w ciąży z tobą, tak? - spytała zdławionym głosem, w którym słychać było nadzieję, że zaprzeczy, chociaż była niemal pewna, że to on. Zamrugał szybko. - Może ja. - Jego głos był szorstki. - Była przerażona. Bardzo przerażona. Dziecko... mogło nie być normalne, a ona nie uznawała aborcji i... Felicity zadrżały wargi, które wykrzywiły się w pogardzie. - Tak myślałam! - Z jej oczu popłynęły łzy. - Ty draniu - powiedziała szeptem. - Ty skończony draniu! Robiłeś skoki w bok, zdradzałeś mnie i pieprzyłeś się z własną siostrą! - Odskoczyła od niego, jakby nagle stał się dla niej obrzydliwy. - Mógłbyś przynajmniej temu zaprzeczyć. Zrzucić winę na swojego ojca. Albo na Briga! Na kogo-kolwiek! - Robiłem to. Przez siedemnaście lat. - Wiedział już, co musi zrobić. Odwrócił się. Usłyszał, że płacze, ale nie przejął się tym. Z determinacją zrobił to samo, co siedemnaście lat temu. Wprawdzie był w innym domu, ale tutaj też była gablota z bronią. Przystanął tylko po to, żeby wziąć naboje, a potem otworzył oszkloną szafkę i wyciągnął swoją ulubioną strzelbę. Tę, którą ustrzelił mnóstwo jeleni, zajęcy i saren. - Nie! - Felicity poszła za nim, zobaczyła winchestera i potrząsnęła głową. - Nie możesz! - Nie mam wyboru. - Nie rób tego, Derrick. Poradziłam sobie z tym. Już się tym zajęłam.... - Rzuciła się na niego, ale bez trudu ją odepchnął. Była zgrabna, ale niska, i to w niej lubił, bo bez trudu mógł się od niej uwolnić. Upadła pod ścianę, ale szybko się podniosła. - Nie wiesz, co robisz. Załadował naboje do magazynka i zamknął strzelbę z głośnym i trzaskiem. - Derrick, proszę cię, nie rób głupstw. - Była spanikowana. Derrickowi podobało się szaleństwo, które pojawiało się w jej zielonych oczach zawsze, gdy była przerażona. Wtedy miał nad nią całkowitą władzę. Nad każdym, kto stanął mu na drodze. - Powinienem był załatwić tego bydlaka dawno temu.
rękę i ujęła dłoń syna.
Aborcja z powodu ciężkiej wady płodu niezgodna z konstytucją

nie opuścił jego twarzy.

– Więc niech będzie lo mein. – Wziął do ręki plik ulotek, które Ginnie zostawiła przy
– Wszystkie kobiety traktujesz w ten sposób? Nic dziwnego, że w twoim życiu została
Wciąż patrzył na Rainie. Po chwili oboje zmieszani wlepili wzrok w sałatkę.
procedura COVID-19

- Ale nie rozumieją. Może nie potrafią. Może trzeba samemu

przesłonięte woalem. Nawet kiedy Podhorecki
powoli rozchodzić, wciąż gubiąc się w domysłach. Co zresztą zrozumiałe – byli to wszystko
parku, ani, uchowaj Bóg, jakiejś tancbudy. Za to jadłodajni bez liku. Pojeść i pomodlić się, ot
siłownia ursynów